O rybaku i ostrzegającej nimfie
tekst: Antoni Bok

 

Przez wiele stuleci, zawsze wtedy, gdy miastu groziło wielkie niebezpieczeństwo, na wieży głogowskiej kolegiaty ukazywała się osobliwa zjawa, aby ostrzec mieszkańców. Czyniła to z wdzięczności za okazane jej dobro. A jak do tego doszło?

W przedwieczornej godzinie, kiedy słońce chyliło się za widnokrąg, nad brzegiem Odry siedział młody rybak. Był to młodzieniec szczupły i o postawie szlachetnej, lecz jego pięknej twarzy brakowało świeżości i pogody. Jej wyraz był poważny, a posępna melancholia gasiła blask oczu. Zarzucił sieć w nurt Odry, lecz – zatopiony w żałosnej zadumie – mało co zwracał na nią uwagę. Widać było, że czuł się na wskroś nieszczęśliwy. Tępo przypatrywał się płomienistej zorzy zachodzącego słońca i jej odbiciu w rzece. Nareszcie dał upust swojej żałości w płynących wprost z serca śpiewkach o miłości i tęsknocie. Brzmiały one rzewnie i poruszająco, a zdawały się im wtórować szelest dębowych liści i szmer odrzańskich fal.
Nagle rybak drgnął, chwycił niewód i począł go ciągnąć na brzeg. Z sieci wynurzyła się urocza nimfa wodna. Jej kruczoczarne, rozpuszczone włosy oświetlała purpura gasnącego słońca. Melodyjnym głosem odezwała się do rybaka:
– O, niedobry młodzieńcze, jakże boleśnie mnie oszukałeś swymi uwodzicielskimi pieśniami. Choć jestem władczynią wód, zaufałam pięknym i wyszukanym tonom, a teraz zostałam złowiona w twoją sieć. Puść mnie wolno, pozwól powrócić do moich sióstr, a my, w podzięce za twoją wspaniałomyślność, obdarzymy cię obfitością ryb oraz rzadkimi perłami.
Rybak wpatrywał się zdumiony w nieziemskie zjawisko. Po chwili odpowiedział łagodnie i ze smutkiem:
– Najmilsza nimfo, najdroższą perłą, którą kocham i za którą nieustannie tęsknię, jest Gerda, córka szanownego rajcy. Jako prosty i ubogi rybak, nie mam żadnej nadziei, abym mógł kiedyś nazwać ją moją. Ponieważ sam tak bardzo cierpię, czyż mógłbym ciebie, złowioną, zatrzymać i oglądać twoje cierpienie? Przecież – pozbawiona swojego żywiołu –musiałabyś umrzeć. Wracaj, piękna władczyni wód, do swoich sióstr i bądź przychylna nam, rybakom.
To powiedziawszy opuścił sieć w wodną toń. Wraz z nią zniknęło zachwycające zjawisko z podwodnego świata. Po chwili dał się słyszeć cichy, płynący z głębiny, głos:
– Dzięki ci, wielkoduszny młodzieńcze. Nagrodę przyniesie ci twoja sieć. Znajdziesz w niej talizman, przed którym ugną się duma i moc. Ale nie tylko ciebie w twojej miłości pragnę uszczęśliwić, lecz chcę też zostać przyjaciółką rybackiego stanu i wszystkich mieszkańców tej okolicy. Wprawdzie nie potrafię odwracać przeznaczenia, kiedy przynosi ono nieszczęście, ale mogę was ostrzegać! Zatem słuchaj: zawsze, gdy się pojawię na kolegiackiej wieży, mieszkańcy miasta powinni przygotować się na grożące im nieszczęście i niedolę. A jeśli wam, rybakom, grozić będzie niebezpieczeństwo – ostrzegę was w specjalny sposób.
Poruszony młodzieniec, z kołaczącym sercem spoglądał jeszcze długo w wodę, jakby oczekując, że zjawisko się powtórzy. Rzeka jednak znów płynęła spokojnie, żaden ruch nie zdradzał tego, co wydarzyło się wcześniej. Śląc ostatnie promienie, ognista kula słońca zapadła za wodę. Cudowny i uroczysty nastrój udzielał się młodemu rybakowi. Jeszcze jakiś czas trwał w zadumie, po czym porwał się do sieci. Była ciężka, z wielkim trudem udało mu się ją wyciągnąć na brzeg. Wtedy jego oczom ukazał się nowy cud. W splątanych okach znalazł dużą bryłę złota.
I oto nagle ubogi rybak stał się bogatym człowiekiem. Już nie była za bogata dla niego córka szacownego rajcy, toteż z czasem nie odmówił mu on jej ręki. Zaś serce rybaka na zawsze pozostało pełne wdzięczności dla odrzańskiej nimfy, która uczyniła go tak szczęśliwym.
Wodna władczyni dotrzymała także swoich innych przyrzeczeń. Przez stulecia pojawiała się w omszałych murach kolegiackiej wieży, aby ostrzec mieszkańców przed grożącym im niebezpieczeństwem. Jej zwiewna postać była zawsze widoczna, kiedy groziły miastu zbrojna zawierucha, dżuma, klęska głodowa albo wielki pożar. A zawsze pojawiała się o przedwieczornej porze, opromieniona zachodzącym słońcem. Nazywano ją duchem z czerwonym kapturem. Gdy zaś mieszkańcom groził huragan lub powódź, objawiała się pluskiem i nagłymi uderzeniami w powierzchnię wody. Wtedy rybacy mówili:
– To duch z czerwonym kapturem nas ostrzega.
Powiada się, że ostatni raz widziano nimfę przed zawaleniem się wieży kolegiackiej. Głogowski lud utrzymuje, że ten jej ostatni dobry uczynek sprawił, iż nikt wówczas nie ucierpiał.

 

nimfa-plakat1024

Używamy plików cookies, aby ułatwić Ci korzystanie z naszego serwisu oraz do celów statystycznych. Jeśli nie blokujesz tych plików, to zgadzasz się na ich użycie oraz zapisanie w pamięci urządzenia. Pamiętaj, że możesz samodzielnie zarządzać cookies, zmieniając ustawienia przeglądarki.